Kredyt we frankach – orzecznictwo staje w obronie zadłużonych

Chciałbym podzielić się dwoma niedawno wydanymi i jak najbardziej aktualnymi na dziś orzeczeniami związanymi z problemem kredytów we frankach oraz roszczeń banków z nimi związanych.

W pierwszej kolejności warto zwrócić uwagę na przytaczany w ostatnich dniach dość często wyrok Sądu Okręgowego w Toruniu z dnia 13 lipca 2016 r. sygn. akt I C 916/16, w uzasadnieniu którego Sąd Okręgowy stwierdził, że:

„W pierwszej kolejności wskazać należy, iż tak skonstruowana umowa nie stanowi umowy kredytu, zawiera bowiem liczne odstępstwa od definicji legalnej zawartej w prawie bankowym. Do wskazanych essentialia negoti umowy kredytu bankowego należy bowiem określenie kwoty kredytu i waluty kredytu, określenie oprocentowania i zasad jego zmiany, cel kredytu i wysokość prowizji. Zobowiązanie kredytobiorcy polega na spłacie wykorzystanej części kredytu wraz z odsetkami i zapłaty umówionej prowizji. W omawianej sprawie wartość kredytu wyrażona została we franku szwajcarskim, natomiast wypłata kredytu i ustalenie wysokości raty odnosiło się do złotych polskich. W tej sytuacji kredytobiorca nigdy nie spłaca nominalnej wartości kredytu, bowiem z uwagi na różnice kursowe zawsze będzie to inna kwota (należy pamiętać, iż kredyt uruchomiono w złotych, a nie we franku szwajcarskim). Cecha ta stanowi znaczące odejście od ustawowej konstrukcji kredytu, której elementem przedmiotowo istotnym jest obowiązek zwrotu kwoty otrzymanej. Fakt ten wynika z włączenia do umowy klauzuli waloryzacyjnej, która powoduje, że wysokość zobowiązania wyrażonego w walucie polskiej jest modyfikowana innym miernikiem wartości. Włączenie do umowy takiej klauzuli waloryzacji wprowadza szereg problemów związanych z przełamaniem zasady nominalizmu, zasady określoności świadczenia, obarczeniu kredytobiorcy nieograniczonym ryzykiem kursowym, a także możliwości naruszenia przepisów o odsetkach maksymalnych (patrz: Jacek Czabański, Walutowe klauzule waloryzacyjne w umowach kredytów hipotecznych. Analiza Problemu., Palestra 6/2016)”.

„W umowie nie wskazano kryteriów kształtowania kursu. Na kurs waluty wpływ mogły mieć: bieżące notowania waluty na rynku międzybankowym, podaż i popyt na waluty na rynku krajowym, płynność rynku walutowego, stan bilansu płatniczego i handlowego. Regulamin, posługując się pojęciami ogólnymi i niedookreślonymi, nie precyzował dostatecznie formalnych przesłanek dopuszczalności zmiany kursu i nie zapewniał wystarczającego dla kontrahenta poziomu rzetelności i obiektywności mechanizmu jego zmiany. Niedozwolone jest postanowienie, w którym wskazano jedynie termin ustalania kursu waluty przejętego do rozliczeń spłaty rat kapitałowo-odsetkowych, a nie określono sposobu ustalania tego kursu (Tak: Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z dnia 7 maja 2013 r.VI ACa 441/13, M. Pr .Bank. 2013/12/16-24)

Skoro bank może wybrać dowolne i niepoddające się weryfikacji kryteria ustalania kursów kupna i sprzedaży walut obcych, stanowiących narzędzie indeksacji kredytu i rat jego spłaty, wpływając na wysokość własnych korzyści finansowych i generując dla kredytobiorcy dodatkowe i nieprzewidywalne co do wysokości koszty kredytu, klauzule te rażąco naruszają zasadę równowagi kontraktowej stron na niekorzyść konsumentów, a także dobre obyczaje, które nakazują, by ponoszone przez konsumenta koszty związane z zawarciem i wykonywaniem umowy, o ile nie wynikają z czynników obiektywnych, były możliwe do przewidzenia, a sposób ich generowania poddawał się weryfikacji (Tak: Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z 21 października 2011 roku, w sprawie VI ACa 420/11, M.Pr.Bank. 2012/6/14-23)”.

Uznać należy, iż podejście Sądu Okręgowego do kwestii interpretacji umowy kredytu walutowego jako niespełniającej ustawowej definicji kredytu jest podejściem raczej nowatorskim, jednak nie sposób zakwestionować takiego rozumowania sądu.

Istotniejsze jednak jest to, że zdaniem Sądu Okręgowego nieprecyzyjne i niejednoznaczne ustalenie wysokości samego kredytu, wynikające z braku jasnych kryteriów kształtowania kursu walut, oznacza, że odnoszące się do tych kryteriów postanowienia umowne uznać należy za klauzule niedozwolone podlegające eliminacji z łączącego strony stosunku prawnego. W takiej zaś sytuacji, mimo że umowa kredytu, choć w zmienionej formie, nadal strony łączy, bank zobowiązany jest udowodnić, jaka wierzytelność mu przysługuje względem kredytobiorcy z uwagi na konieczność ponownego przeliczenia i przeksięgowania wszystkich dokonanych dotychczas przez tego kredytobiorcę spłat kolejnych rat. W okolicznościach ww. sprawy powód (bank) obowiązkowi temu nie podołał, więc sąd powództwo oddalił.

Omawiany wyrok nie oznacza, że sądy powinny automatycznie podobne powództwa oddalać, jednak opierając się na tym orzeczeniu i przedstawionej w nim argumentacji prawnej, powinny one wymagać od powodów (banków) znacznie większego zaangażowania procesowego w wyjaśnienie sprawy i należyte wykazanie roszczeń z tytułu kredytów, co niestety obecnie nie jest zjawiskiem dość powszechnym.

Mam nadzieję, że ww. wyrok przyczyni się do prowadzenia podobnych spraw przez sądy w sposób bardziej rzetelny oraz z respektowaniem równości stron postępowania – dziś niestety banki traktowane są w sposób uprzywilejowany, o czym świadczy wiele wyroków, w których mimo rażących braków w materiale dowodowym, a nawet braków wyjaśnienia konkretnych roszczeń i podstawy ich obliczenia, pozwani są obciążani spłatą takich zobowiązań. Jak miałem osobiście okazję przeczytać w jednym z uzasadnień wyroków w sprawie, w której występowałem jako pełnomocnik, „skoro pozwany wziął kredyt, to powinien go spłacić, zaś kwestionowanie wysokości roszczenia uznać należy za gołosłowne” oraz „pozwany nie udowodnił, aby przedstawione przez powoda (bank) obliczenia były nieprawidłowe, zatem powództwo okazało się w całości zasadne”.

Drugim z orzeczeń jest wyrok Sądu Najwyższego z dnia 8 września 2016 r. sygn. akt II CSK 750/15, niestety jeszcze nie jest dostępna treść jego pisemnego uzasadnienia, w którym Sąd Najwyższy uznał, i słusznie, przedstawiane przez bank dowody na okoliczność wymagalności roszczenia za niewystarczające, a zatem umowa kredytu, jako wciąż nie wypowiedziana kredytobiorcy, nadal wiąże strony, zaś powództwo w związku z tym jest co najmniej przedwczesne.

Nie mniej istotną kwestią poruszoną przez Sąd Najwyższy jest samo prawo banku do wypowiedzenia umowy kredytu. Jak można przeczytać w zamieszczonym na stronie UOKIK streszczeniu ustnego uzasadnienia tego wyroku, „bank miał obowiązek podjąć postępowanie upominawcze, a nie od razu wypowiadać umowę kredytu hipotecznego. Postępowanie takie, zdaniem Sądu, dawałoby szansę na ewentualną ugodę między stronami. Wypowiedzenie umowy kredytu wiąże się z poważnymi konsekwencjami dla konsumentów, zatem powinno być poprzedzone innymi – mniej radykalnymi – działaniami. Bank wiedział, że skoro konsumentka ma problemy z regularną spłatą rat, to tym bardziej nie będzie w stanie spłacić wszystkich należności finansowych z tytułu wypowiedzenia umowy kredytu i postawienia całego kredytu w stan wymagalności przez bank”.

W tym miejscu należy wskazać, że takie stanowisko, dotyczące oceny słuszności dokonanego przez bank wypowiedzenia umowy kredytu, pojawiało się już we wcześniejszym orzecznictwie.

Tytułem przykładu warto odwołać się uzasadnienia wyroku Sądu Najwyższego z dnia 23 maja 2013 r. sygn. akt IV CSK 679/12, zgodnie z którym „w orzecznictwie dopuszcza się możliwość przeprowadzenia oceny skuteczności dokonanego przez bank uprawnienia kształtującego, bez względu na to, czy wynika ono z treści umowy kredytu, czy odpowiedniego przepisu ustawy, przez pryzmat art. 5 k.c.(zob. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 20 lipca 1987 r., IV CR 195/87, OSNC 1989, nr 1, poz. 16).

Naruszenie warunków umowy kredytu nie zawsze będzie uzasadniać jej wypowiedzenie. W sytuacji, gdy przeterminowana należność jest niewielka w stosunku do udzielonego kredytu, bank powinien podjąć działania zmierzające do zweryfikowania sytuacji finansowej i gospodarczej kredytobiorcy pod kątem możliwości spłaty kredytu; uprawnienia w tym zakresie przewiduje art. 74 Pr. bank”.

Jak widać, sądy niekiedy są w stanie spojrzeć na sytuację dłużnika kredytowego z szerszej perspektywy i w sposób życiowy uwzględnić jego sytuację, nie stawiając interesów ekonomicznych banku zawsze na pierwszym miejscu.

Orzecznictwo dotyczące relacji bank-kredytobiorcy cały czas się rozwija, a sądy prezentują coraz to nowe podejście do kwestii oceny roszczeń wynikających z kredytów, zatem zawsze warto, w przypadku sporu z bankiem, poddać swoją sprawę fachowej weryfikacji, gdyż doświadczenie pokazuje, że nie ma spraw oczywiście przegranych ani oczywiście wygranych i czasem argument bądź okoliczność, które mogą zdawać się nieistotne, są w stanie przechylić szalę zwycięstwa w procesie.